Hay!
Mam dla Was info. Przez jakiś czas będę sama prowadziła tego bloga. I wracam do pisania na tym blogu. Bedzie mi troche ciężko, ale jakos może mi sie uda pisać jednoczesnie na dwóch blogach o tym samym. Tu będzie więcej opowiadań i wierszy, a na tamtym blogu będę wstawiać więcej obrazków, cytatów i takich rzeczy. Przejdźmy do konktetów. Opowiadanie pt. ''Idealna Kobieta'' mówi Nam jakimi powinniśmy sie stać by zdobyc swoją 2 połówkę. Mi się tak srednio podoba.
Idealna Kobieta
Dawno, dawno temu do pewnego mistrza zen przyszedł człowiek i powiedział, że nie może znaleźć dla siebie partnerki, która by mu odpowiadała i którą kochałby do końca życia.
- A jaka miałaby być ta kobieta? - zapytał mędrzec.
Człowiek zastanowił się chwilę, a potem rzekł:
- Tęsknię do kobiety kochającej, mądrej, odpowiedzialnej, szlachetnej, radosnej, czułej, wrażliwej, delikatnej, pięknej, zmysłowej, zaradnej, silnej, samodzielnej... która kochałaby mnie do końca życia.
Dodał jeszcze kilka równie rzadkich cnót, po czym zapytał mnicha, co ma począć.
Mędrzec zajrzał mu głęboko w oczy i powiedział:
- Znam absolutnie pewny, lecz bardzo trudny sposób, dzięki któremu spotkasz właśnie taką kobietę.
- Jaki to sposób?! - zapytał ucieszony człowiek. - Jeśli mi go zdradzisz, oddam ci wszystko, co posiadam!
- Niczego od ciebie nie potrzebuję - odpowiedział mistrz. - Musisz mi tylko przysiąc, że z niego skorzystasz.
Człowiek przysiągł na wszystkie świętości, że zastosuje się do rady mędrca, a kiedy trochę się uspokoił, mistrz z naciskiem wyszeptał mu do ucha:
- Jeśli pragniesz spotkać kobietę kochającą, mądrą, odpowiedzialną, szlachetną, radosną, czułą, wrażliwą, delikatną, piękną, zaradną, silną i samodzielną - to najpierw sam musisz się takim stać. Tylko w ten sposób ją znajdziesz. A nawet jeśli jej nie spotkasz, nie będzie to już wtedy miało dla Ciebie większego znaczenia.
Teraz wiersz .
Miłość mi wszystko wyjaśniła.
Miłość wszystko rozwiązała-
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek BY przebywała.
Mam nadzieję, że się Wam spodobał:)
Klaudia
środa, 21 listopada 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
Niewidoma
Hi!
Do załogi bloga dołącza Andzia. To ta z którą pisałam tamtego bloga. Magda przez jakiś czas nie będzie pisała, bo są jakieś drobne usterki na moim kompie. Jutro jadę na rynek z Andzia i może jeszcze taką jedną Grzesiakowską. Fajnie będzie :) Ale przejdźmy do notki. Przez jakiś czas Andzia będzie musiała sama pisać opowiadania, bo ja będę pisała niektóre moje opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodobają! To dzisiejsze opowiadanie nie będzie podzielone.
Niewidoma
Pewna dziewczyna była niewidoma. Miała wspaniałych przyjaciół, kochających rodziców i chłopaka. Któregoś dnia niewidoma powiedziała do sw chłopaka:
-Kochanie, jeśli będę widzieć obiecuję ci, ze nie będę zważać na tw piękno. Będziemy zawsze razem!!
Któregoś dnia lekarz powiedział jej, że dostanie nowe oczy. Operacja powiodła się i dziewczyna mogła widzieć. Do sali, w której leżała przyszedł jej chłopak. Kiedy zobaczyła, że jest niewidomy-rzuciła go! Kilka dni później, gdy była już w domu, przyszedł do niej list od jej byłego chłopaka. Dziewczyna usiadła na kanapie i otworzyła kopertę. Na różowej karteczce widniał napis: ''Tylko dbaj o moje oczy, kochana''.
I jak podobało Wam się?? Mi osobiście tak. Mam dla Was jeszcze wiersz:
Gdy zajdzie słońce naszej miłości,
Kiedy tęsknoty nadejdzie czas,
Spójrz na to zdjęcie, niech Ci przypomni,
Że kiedyś miłość łączyła nas.
I jeszcze kilka obrazków.
To na tyle. Kto ogląda dziś M jak Miłość?? Głosujcie w ankietach!!
Klaudia :)
Do załogi bloga dołącza Andzia. To ta z którą pisałam tamtego bloga. Magda przez jakiś czas nie będzie pisała, bo są jakieś drobne usterki na moim kompie. Jutro jadę na rynek z Andzia i może jeszcze taką jedną Grzesiakowską. Fajnie będzie :) Ale przejdźmy do notki. Przez jakiś czas Andzia będzie musiała sama pisać opowiadania, bo ja będę pisała niektóre moje opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodobają! To dzisiejsze opowiadanie nie będzie podzielone.
Niewidoma
Pewna dziewczyna była niewidoma. Miała wspaniałych przyjaciół, kochających rodziców i chłopaka. Któregoś dnia niewidoma powiedziała do sw chłopaka:
-Kochanie, jeśli będę widzieć obiecuję ci, ze nie będę zważać na tw piękno. Będziemy zawsze razem!!
Któregoś dnia lekarz powiedział jej, że dostanie nowe oczy. Operacja powiodła się i dziewczyna mogła widzieć. Do sali, w której leżała przyszedł jej chłopak. Kiedy zobaczyła, że jest niewidomy-rzuciła go! Kilka dni później, gdy była już w domu, przyszedł do niej list od jej byłego chłopaka. Dziewczyna usiadła na kanapie i otworzyła kopertę. Na różowej karteczce widniał napis: ''Tylko dbaj o moje oczy, kochana''.
I jak podobało Wam się?? Mi osobiście tak. Mam dla Was jeszcze wiersz:
Gdy zajdzie słońce naszej miłości,
Kiedy tęsknoty nadejdzie czas,
Spójrz na to zdjęcie, niech Ci przypomni,
Że kiedyś miłość łączyła nas.
I jeszcze kilka obrazków.
To na tyle. Kto ogląda dziś M jak Miłość?? Głosujcie w ankietach!!
Klaudia :)
piątek, 16 listopada 2012
Artur cz.3
Hi!
Dziś mam dla Was 3 i ostatnią część opowiadania ''Artur''. Nie wiem jak Wam, ale mi się to opowiadanie podoba. Głosujcie w ankiecie na ile w skali 1-10 się Wam to podobało.
Artur cz. 3
-Mów! - byłam wściekła.
-Jak chcesz. Artur przedawkował. ,,Przekopyrtnął'' się.
-Co to znaczy - nie rozumiałam, a raczej nie chciałam rozumieć.
-Umarł! Rozumiesz? Umarł. - powoli odłożyłam słuchawkę. Nie wiem co się dalej ze mną działo. Obudziłam się w szpitalu. Przy łóżku siedzieli rodzice.
-Anita, wiemy... Widzieliśmy kalendarzyk z numerem do tego chłopaka. Zadzwoniliśmy do niego i powiedział nam co się stało. Jak to było... Kazał cię przeprosić - powiedziała mama ze smutkiem.
-Chcę umrzeć!!! - zaczęłam histeryzować.
-Nie mów tak! Zabraniam ci. Musisz żyć - powiedział tata ,,miękko''.
-Nie mam dla kogo żyć. Osoba, którą kocham, a raczej kochałam odeszła z mego życia... Nawet nie byłam na jego pogrzebie - rozpłakałam się. Mama wzięła mnie w ramiona ,,ukajając'' mój ból.
-Jak to było? - spytałam.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - spytał tata. Kiwnęłam głową, że tak. Tata zaczął mówić:
-Jego ojciec tak pobił jego matkę, że ta znalazła się w szpitalu. Po kilku dniach zmarła. Ojca zamknęłi, a on... On załamał się i... przedawkował - tata skończył, a ja na nowo zaczęłam płakać.
-Mogłam mu pomóc! - krzyczałam.
-Nie mogłaś. Już nic mu nie mogło pomóc.
-A moja miłość? Czy ona się nie liczy? Co czuję, też się nie liczy? To co mam w sercu? Czy to coś znaczy?
-Anita! To znaczy dużo. Ale musisz to zrozumieć. Chyba nie chcesz skończyć podobnie?
-Chcę! Chcę do Artura. Po co mam żyć, go tu już nie ma! Po co? - pytałam.
-Anita, on tu jest! On jest w twoim sercu, w twoich wspomnieniach, w twoich myślach... On jest, tam, w górze. Patrzy na ciebie i prosi cię, byś żyła. Byś uwierzyła w sibeie, byś nie popełniła tego samego błędu, co on. On pragnie byś zaczęła wszystko od początku. Zrób to dla niego. Zrobisz? - spytała mama.
-Dla Artura zrobię wszystko...
Przez kilka miesięcy nie potrafiłam dojść "do siebie". Co tydzień jeździłam na jego grób. Przez 3 godziny ,,rozmawiałam'' przy jego grobie z ,,duchem Artura''. Już nie potrafiłam płakać, nie miałam siły na wylewanie łez. Nie mogłam płakać, musiałam żyć. Żyć dla Artura...
Ten sen był najgorszym snem w moim życiu. Gdy obudziłam się, czułam łzy na policzkach. Nigdy tego nie zapomnę i wiem, że kiedyś może coś takiego się zdarzyć. I to niedaleko nas, może nawet w naszej rodzinie, u osób które kochamy. Dla mnie ten sen był przestrogą, a dla innych? Czuję się tak, jakby ten sen był rzeczywistością, a nie fikcją. Ten sen sprawił, iż dzień, w którym ,,brałam udział w tym śnie'' będzie dla mnie najsmutniejszym dniem w życiu. Zrozumiałam, co nas czeka, gdy zaczniemy brać narkotyki. A ci co biorą, jak się czują? Na pewno nie są szczęśliwi...
Dziś mam dla Was 3 i ostatnią część opowiadania ''Artur''. Nie wiem jak Wam, ale mi się to opowiadanie podoba. Głosujcie w ankiecie na ile w skali 1-10 się Wam to podobało.
Artur cz. 3
-Mów! - byłam wściekła.
-Jak chcesz. Artur przedawkował. ,,Przekopyrtnął'' się.
-Co to znaczy - nie rozumiałam, a raczej nie chciałam rozumieć.
-Umarł! Rozumiesz? Umarł. - powoli odłożyłam słuchawkę. Nie wiem co się dalej ze mną działo. Obudziłam się w szpitalu. Przy łóżku siedzieli rodzice.-Anita, wiemy... Widzieliśmy kalendarzyk z numerem do tego chłopaka. Zadzwoniliśmy do niego i powiedział nam co się stało. Jak to było... Kazał cię przeprosić - powiedziała mama ze smutkiem.
-Chcę umrzeć!!! - zaczęłam histeryzować.
-Nie mów tak! Zabraniam ci. Musisz żyć - powiedział tata ,,miękko''.
-Nie mam dla kogo żyć. Osoba, którą kocham, a raczej kochałam odeszła z mego życia... Nawet nie byłam na jego pogrzebie - rozpłakałam się. Mama wzięła mnie w ramiona ,,ukajając'' mój ból.
-Jak to było? - spytałam.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - spytał tata. Kiwnęłam głową, że tak. Tata zaczął mówić:
-Jego ojciec tak pobił jego matkę, że ta znalazła się w szpitalu. Po kilku dniach zmarła. Ojca zamknęłi, a on... On załamał się i... przedawkował - tata skończył, a ja na nowo zaczęłam płakać.
-Mogłam mu pomóc! - krzyczałam.
-Nie mogłaś. Już nic mu nie mogło pomóc.
-A moja miłość? Czy ona się nie liczy? Co czuję, też się nie liczy? To co mam w sercu? Czy to coś znaczy?
-Anita! To znaczy dużo. Ale musisz to zrozumieć. Chyba nie chcesz skończyć podobnie?
-Chcę! Chcę do Artura. Po co mam żyć, go tu już nie ma! Po co? - pytałam.
-Anita, on tu jest! On jest w twoim sercu, w twoich wspomnieniach, w twoich myślach... On jest, tam, w górze. Patrzy na ciebie i prosi cię, byś żyła. Byś uwierzyła w sibeie, byś nie popełniła tego samego błędu, co on. On pragnie byś zaczęła wszystko od początku. Zrób to dla niego. Zrobisz? - spytała mama.
-Dla Artura zrobię wszystko...
Przez kilka miesięcy nie potrafiłam dojść "do siebie". Co tydzień jeździłam na jego grób. Przez 3 godziny ,,rozmawiałam'' przy jego grobie z ,,duchem Artura''. Już nie potrafiłam płakać, nie miałam siły na wylewanie łez. Nie mogłam płakać, musiałam żyć. Żyć dla Artura...
Ten sen był najgorszym snem w moim życiu. Gdy obudziłam się, czułam łzy na policzkach. Nigdy tego nie zapomnę i wiem, że kiedyś może coś takiego się zdarzyć. I to niedaleko nas, może nawet w naszej rodzinie, u osób które kochamy. Dla mnie ten sen był przestrogą, a dla innych? Czuję się tak, jakby ten sen był rzeczywistością, a nie fikcją. Ten sen sprawił, iż dzień, w którym ,,brałam udział w tym śnie'' będzie dla mnie najsmutniejszym dniem w życiu. Zrozumiałam, co nas czeka, gdy zaczniemy brać narkotyki. A ci co biorą, jak się czują? Na pewno nie są szczęśliwi...
Klaudia :)
czwartek, 15 listopada 2012
Artur cz. II.
Artur cz. 2
Co mogłam zrobić? Rozpłakałam się. Mój przyjaciel przytulił mnie do siebie. Spytałam: -Jak to było? Jak to się zaczęło, od czego? Mówiłeś, że w twoim domu układa się ,,jako tako''?
_Mówiłem ci, że moi rodzice, moje życie było doskonałe. Wcale tak nie było. Ojciec pił, a zarazem bił mamę. Siostra uciekła z domu, ja poznałem kolegę narkomana... I tak się zaczęło - Artur spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Wybaczysz mi? Proszę!
-Jak mógłbyś w to wątpić? To, że ,,bierzesz'' to nie twoja wina, to jest choroba. Artur chcę ci pomóc...
-Anita dziękuję. Dziękuję, że jesteś przy mnie...
Nastpnego dnia jechaliśmy do domu. Siedziałam z Arturem w autokarze, obiecując sobie nawzajem, że będziemy do siebie pisać. Ciągle miałam łzy w oczach. Artur ocierał mi je chusteczką, obiecując, że nie będzie sięgał po ,,prochy'', że zrobi to dla mnie, bo wie, że ma dla kogo żyć. Żegnając się ze sobą, płakaliśmy jak małe ,,bobasy'', choć mieliśmy ,,dość dużo wiosen'' na ,,koncie''. Artur miał 16 lat, ja niecałe 13. Wszyscy się z nas śmiali, ale nas to nie obchodziło, to była nasza najważniejsza chwila w życiu. Przełomowa chwila, chwila wejścia w dorosłość. Artur ze smutkiem spojrzał na zegarek oznajmiając, że musi już iść. Ja też musiałam. - Muszę już iść... Obiecuję, że będę próbował...
-Nie musisz obiecywać, ja to wiem - w tym momencie nasze twarze zbliżyły się do siebie... To był mój pierwszy pocałunke. Pocałunek od osoby, którą kocham i która mnie kocha. Gdy wsiadłam do samochodu rodziców, spostrzegłam, że koło Artura nie ma nikogo, kto by na niego czekał, nawet nie było mamy... Kiedyś czytałam, że jedyną ,,osobą'', która na nas czeka z wyciągniętymi ramionami, jest śmierć... Po dwóch dniach od przyjazdu do domu, dostałam list od Artura. Pisał, że zaczął brać, że nie może się od tego uwolnić, że nie ma siły. Czytając ten list, płakałam, czułam , że jestem bezsilna, że nie mogę, nie potrafię mu pomóc. Odpisałam, prosząc, by przestał, by zrobił to z myślą o mnie. Przez następne tygodnie byłam pod ciągłym strachem. Artur nie dawał ,,znaku'' życia. Bałam się, muślałam o najgorszym. Gdy minął miesiąc zaczęłam dzwonić do jego kolegów - ,,ćpunów''. Bałam się co mi odpowiedzą, ale musiałam wiedzieć... Chyba dopiero za siódmym razem, gdy spytałam o Artura, chłopak nie odłożył słuchawki. Poprzedni właśnie tak robili. Chłopak wiedział kim jestem, bo spytał:
-To ty jesteś Anita?
-Tak. Co się dzieje z Arturem! - krzyczałam ze łzami w oczach.
-Nie krzycz! To nie rozmowa na telefon.
Jeszcze mnie nie znacie ale jestem Magda.
Co mogłam zrobić? Rozpłakałam się. Mój przyjaciel przytulił mnie do siebie. Spytałam: -Jak to było? Jak to się zaczęło, od czego? Mówiłeś, że w twoim domu układa się ,,jako tako''?
_Mówiłem ci, że moi rodzice, moje życie było doskonałe. Wcale tak nie było. Ojciec pił, a zarazem bił mamę. Siostra uciekła z domu, ja poznałem kolegę narkomana... I tak się zaczęło - Artur spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Wybaczysz mi? Proszę!
-Jak mógłbyś w to wątpić? To, że ,,bierzesz'' to nie twoja wina, to jest choroba. Artur chcę ci pomóc...
-Anita dziękuję. Dziękuję, że jesteś przy mnie...
Nastpnego dnia jechaliśmy do domu. Siedziałam z Arturem w autokarze, obiecując sobie nawzajem, że będziemy do siebie pisać. Ciągle miałam łzy w oczach. Artur ocierał mi je chusteczką, obiecując, że nie będzie sięgał po ,,prochy'', że zrobi to dla mnie, bo wie, że ma dla kogo żyć. Żegnając się ze sobą, płakaliśmy jak małe ,,bobasy'', choć mieliśmy ,,dość dużo wiosen'' na ,,koncie''. Artur miał 16 lat, ja niecałe 13. Wszyscy się z nas śmiali, ale nas to nie obchodziło, to była nasza najważniejsza chwila w życiu. Przełomowa chwila, chwila wejścia w dorosłość. Artur ze smutkiem spojrzał na zegarek oznajmiając, że musi już iść. Ja też musiałam. - Muszę już iść... Obiecuję, że będę próbował...
-Nie musisz obiecywać, ja to wiem - w tym momencie nasze twarze zbliżyły się do siebie... To był mój pierwszy pocałunke. Pocałunek od osoby, którą kocham i która mnie kocha. Gdy wsiadłam do samochodu rodziców, spostrzegłam, że koło Artura nie ma nikogo, kto by na niego czekał, nawet nie było mamy... Kiedyś czytałam, że jedyną ,,osobą'', która na nas czeka z wyciągniętymi ramionami, jest śmierć... Po dwóch dniach od przyjazdu do domu, dostałam list od Artura. Pisał, że zaczął brać, że nie może się od tego uwolnić, że nie ma siły. Czytając ten list, płakałam, czułam , że jestem bezsilna, że nie mogę, nie potrafię mu pomóc. Odpisałam, prosząc, by przestał, by zrobił to z myślą o mnie. Przez następne tygodnie byłam pod ciągłym strachem. Artur nie dawał ,,znaku'' życia. Bałam się, muślałam o najgorszym. Gdy minął miesiąc zaczęłam dzwonić do jego kolegów - ,,ćpunów''. Bałam się co mi odpowiedzą, ale musiałam wiedzieć... Chyba dopiero za siódmym razem, gdy spytałam o Artura, chłopak nie odłożył słuchawki. Poprzedni właśnie tak robili. Chłopak wiedział kim jestem, bo spytał:
-To ty jesteś Anita?
-Tak. Co się dzieje z Arturem! - krzyczałam ze łzami w oczach.
-Nie krzycz! To nie rozmowa na telefon.
Jeszcze mnie nie znacie ale jestem Magda.
środa, 14 listopada 2012
''Artur cz1''
Hej!
Sorka, że wczoraj nie było posta, ale miałam dużo na głowie. Moja koleżanka ma w sobotę urodziny i czeba jej było kupic jakis prezent, ale mniejsza o to. Ja będę pisała w dni parzyste, a Magda w nie parzyste. Tak jak to było ze mną i z Andzią, tylko, żę ja pisałam wtedy w nieparzyste. Mniejsza o to.
Artur cz. 1
Artura poznałam na koloniach. Zaprzyjaźniliśmy się od samego początku kolonii. Zwierzaliśmy się sobie ze swoich problemów, było cudownie. Czasem zastanawialiśmy się, co będzie, gdy kolonie się skończą... Wszyscy mówili o nas, że jesteśmy parą, każdy się mylił. Byliśmy jedynie dobrymi przyjaciółmi. Całe dnie spędzaliśmy razem, wszędzie chodziliśmy obok siebie, nie moglibyśmy się rozstać nawet na chwilę, bo od razu odczuwaliśmy jakąś pustkę w naszych sercach. Dni mijały, kolonie dobiegały końca... Nadszedł dzień, w którym była ,,pożegnalna'' dyskoteka. Nie chcieliśmy na nią iść, uprosiliśmy wychowawcę, by pozwolił nam zostać w Ośrodku. Gdy byliśmy już w pokoju, zauważyliśmy w swoich oczach łzy... ,,Rzuciłam'' się w ramiona Artura łkając:
-Nie chcę się z tobą rozstawać, nie chcę! - krzyczałam.
-Anita, ja też nie chcę, nie chcę cię zostawić. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Nie chciałem ci tego mówić, ale muszę, bo wiem, że gdybym ci tego teraz nie powiedział, do końca życia żałowałbym swego postępowania. Mam bardzo mało czasu... - Artur spojrzał na mnie smutno. Ostatnie zdanie przeraziło mnie...
-Artur, co ty mówisz? - czułam, że nic dobrego...
-Usiądź - mój przyjaciel zaczął chodzić po pokoju. Usiadłam i czekałam, co powie.
-Pewnie zauważyłaś, że przez ostatnie kilka dni byłem niespokojny? - spytał.
-Tak. Zauważyłam, że byłeś taki, taki... ,,inny''... Ciągle byłeś smutny i zamyślony, w twych oczach widziałam strach. Myślałam, że to przez wyjazd, ale czuję, że nie tylko. O co chodzi? Powiedz - poprosiłam.
-Na początku bałem ci się do tego przyznać, bo myślałem, że mną będziesz gardzić, tak jak cała reszta...
-Jaka ,,reszta''? - spytałam.
-Jeszcze nie rozumiesz?
-Nie...
-Jestem narkomanem...
Kolejna część jutro!!!
Klaudia <:3)~
Sorka, że wczoraj nie było posta, ale miałam dużo na głowie. Moja koleżanka ma w sobotę urodziny i czeba jej było kupic jakis prezent, ale mniejsza o to. Ja będę pisała w dni parzyste, a Magda w nie parzyste. Tak jak to było ze mną i z Andzią, tylko, żę ja pisałam wtedy w nieparzyste. Mniejsza o to.
Artur cz. 1
Artura poznałam na koloniach. Zaprzyjaźniliśmy się od samego początku kolonii. Zwierzaliśmy się sobie ze swoich problemów, było cudownie. Czasem zastanawialiśmy się, co będzie, gdy kolonie się skończą... Wszyscy mówili o nas, że jesteśmy parą, każdy się mylił. Byliśmy jedynie dobrymi przyjaciółmi. Całe dnie spędzaliśmy razem, wszędzie chodziliśmy obok siebie, nie moglibyśmy się rozstać nawet na chwilę, bo od razu odczuwaliśmy jakąś pustkę w naszych sercach. Dni mijały, kolonie dobiegały końca... Nadszedł dzień, w którym była ,,pożegnalna'' dyskoteka. Nie chcieliśmy na nią iść, uprosiliśmy wychowawcę, by pozwolił nam zostać w Ośrodku. Gdy byliśmy już w pokoju, zauważyliśmy w swoich oczach łzy... ,,Rzuciłam'' się w ramiona Artura łkając:
-Nie chcę się z tobą rozstawać, nie chcę! - krzyczałam.
-Anita, ja też nie chcę, nie chcę cię zostawić. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Nie chciałem ci tego mówić, ale muszę, bo wiem, że gdybym ci tego teraz nie powiedział, do końca życia żałowałbym swego postępowania. Mam bardzo mało czasu... - Artur spojrzał na mnie smutno. Ostatnie zdanie przeraziło mnie...
-Artur, co ty mówisz? - czułam, że nic dobrego...
-Usiądź - mój przyjaciel zaczął chodzić po pokoju. Usiadłam i czekałam, co powie.
-Pewnie zauważyłaś, że przez ostatnie kilka dni byłem niespokojny? - spytał.
-Tak. Zauważyłam, że byłeś taki, taki... ,,inny''... Ciągle byłeś smutny i zamyślony, w twych oczach widziałam strach. Myślałam, że to przez wyjazd, ale czuję, że nie tylko. O co chodzi? Powiedz - poprosiłam.
-Na początku bałem ci się do tego przyznać, bo myślałem, że mną będziesz gardzić, tak jak cała reszta...
-Jaka ,,reszta''? - spytałam.
-Jeszcze nie rozumiesz?
-Nie...
-Jestem narkomanem...
Kolejna część jutro!!!
Klaudia <:3)~
poniedziałek, 12 listopada 2012
''Dostatek, Miłość i Sukces''
Hay!
Witajcie na moim nowym blogu. Będę tu pisała razem z BFF-Magdą. Jest już późno, więc przechodzę do notki.
Dzisiaj przedstawię Wam opowiadanie jak ważna jest miłość. Jest to krótkie opowiadanko, więc nie będzie podzielone na części.
Dostatek, Miłość i Sukces
Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń, którzy stali naprzeciw jej ogrodu.
Ona nie znała ich, więc powiedziała:
- Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni. Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.
Oni odpowiedzieli:
- Nie ma w domu męża?
- Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.
- W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli.
Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to, co się zdarzyło.
- A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby weszli.
Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu - wyjaśnili staruszkowie.
- Dlaczego? - chciała się dowiedzieć kobieta.
Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił:
- On ma na imię "Dostatek".
Następnie wskazał drugiego:
- On ma na imię "Sukces", a ja mam na imię "Miłość". Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas zaprosicie do waszego domu.
Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko, co powiedzieli jej trzej mężczyźni. Ten się ucieszył:
- Jak pięknie!! Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!
Jego żona nie zgadzała się i spytała:
- Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?
Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości? W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony. Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.
Żona wyszła i spytała:
- Który z Was to Miłość? Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.
Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu. Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią. Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?
Oni odpowiedzieli razem:
- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.
Klaudia
Witajcie na moim nowym blogu. Będę tu pisała razem z BFF-Magdą. Jest już późno, więc przechodzę do notki.
Dzisiaj przedstawię Wam opowiadanie jak ważna jest miłość. Jest to krótkie opowiadanko, więc nie będzie podzielone na części.
Dostatek, Miłość i Sukces
Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń, którzy stali naprzeciw jej ogrodu.
Ona nie znała ich, więc powiedziała:
- Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni. Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.
Oni odpowiedzieli:
- Nie ma w domu męża?
- Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.
- W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli.
Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to, co się zdarzyło.
- A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby weszli.
Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu - wyjaśnili staruszkowie.
- Dlaczego? - chciała się dowiedzieć kobieta.
Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił:
- On ma na imię "Dostatek".
Następnie wskazał drugiego:
- On ma na imię "Sukces", a ja mam na imię "Miłość". Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas zaprosicie do waszego domu.
Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko, co powiedzieli jej trzej mężczyźni. Ten się ucieszył:
- Jak pięknie!! Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!
Jego żona nie zgadzała się i spytała:
- Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?
Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości? W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony. Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.
Żona wyszła i spytała:
- Który z Was to Miłość? Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.
Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu. Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią. Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?
Oni odpowiedzieli razem:
- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.
Klaudia
Subskrybuj:
Posty (Atom)


